Skocz do zawartości
LM.plWiadomościMimo wsparcia posłów i miłośników z zagranicy wąskotorówki nie uratowano

Mimo wsparcia posłów i miłośników z zagranicy wąskotorówki nie uratowano

KONIŃSKIE WSPOMNIENIA

Dodano:
Mimo wsparcia posłów i miłośników z zagranicy wąskotorówki nie uratowano
Konińskie Wspomnienia

Choć ludzie opuścili już wtedy biura i warsztaty, w przestronnych halach odpoczywało w bezruchu po latach ciężkiej pracy sześć lokomotyw i parowóz, trzy wagony osobowe, trzynaście węglarek, pięć krytych wagonów towarowych, kilka transporterów na duże wagony normalnotorowe, specjalny skład techniczny do naprawy wagonów i lokomotyw w terenie, wagon prądotwórczy, drezyna spalinowa z wózkiem  oraz dwa pługi, w tym jeden w stanie idealnym, jakby dopiero co zszedł z produkcji.

Tory pocięte

Joanna Słodkiewicz tak opisała to, co działo się z tym majątkiem przez następne miesiące i lata:

„Stopniowo mienie to zostaje wywożone, wiele rzeczy zostaje zezłomowanych. Największa ilość wagonów i lokomotyw trafia do Gnieźnieńskich Kolei Wąskotorowych, dużo mniej do Krośniewic. 14 czerwca 2003 roku odjechał do Gniezna ostatni pociąg zabierając między innymi lokomotywę Lxd2 nr 343.Tory na stacji były już częściowo pocięte przez firmę złomiarską rozbierającą tory od Kruszwicy do Sompolna.

Stacja zostaje stopniowo rozkradana i dewastowana przez mieszkańców Sompolna. Wokół stacji otwierane zostają skupy złomu, złomiarze kradną wszystko w biały dzień, palnikami cięte są wagony i rozbierane pozostawione lokomotywy Lxd2. Giną zabytkowe pompy do nawadniania parowozów (2 sztuki), zabytkowy dźwig do nawęglania parowozu. W końcu dewastowane są budynki: zrywane dachy, wyrywana instalacja elektryczna. W 2004 roku stacja staje się wielką ruiną”.

Plac zabaw

Wszystko to było opisywane na forach kolejowych w Internecie, o dewastacji sompoleńskiej stacji pisali autorzy „Świata Kolei". Dla części mieszkańców Sompolna to prawdziwy dramat. Wielu nie rezygnowało z prób ratowania pozostałych po sompoleńskiej kolei pamiątek. Jedną z nich był (i jest zresztą nadal) Tadeusz Słodkiewicz, który wychował się w pobliżu stacji kolejowej i dla którego - jak mi opowiadał - była ona miejscem najprzedniejszej zabawy.

- Pchaliśmy wagony pod górę, potem nimi stamtąd zjeżdżaliśmy - mówił, uśmiechając się do wspomnień.

A poza tym te tory kładł przed wojną jego dziadek Franciszek, który miał w Sompolnie warsztat stolarski. Dlatego kiedy Tadeusz Słodkiewicz został w 2006 roku burmistrzem, postanowił kolej wąskotorową uratować. Tym bardziej, że z Sompolnem chcieli połączyć się za jej pomocą łodzianie, których reprezentowała wicemarszałek województwa Elżbieta Hibner.

Tylko bez żółwi

Wśród osób wspierających burmistrza w tych staraniach znalazł się nawet Andrzej Goltz, wiceprezes Brytyjsko-Polskiego Partnerstwa na rzecz Dziedzictwa Kolejowego i Przemysłowego, który tłumaczył Polakom, że w Wielkiej Brytanii działa 250 skansenów kolejowych, a w stowarzyszeniach miłośników kolei działają ponad dwa miliony osób.

Mimo wsparcia posłów i miłośników z zagranicy wąskotorówki nie uratowano
Mimo wsparcia posłów i miłośników z zagranicy wąskotorówki nie uratowano
Mimo wsparcia posłów i miłośników z zagranicy wąskotorówki nie uratowano
Mimo wsparcia posłów i miłośników z zagranicy wąskotorówki nie uratowano
Mimo wsparcia posłów i miłośników z zagranicy wąskotorówki nie uratowano
Mimo wsparcia posłów i miłośników z zagranicy wąskotorówki nie uratowano
Mimo wsparcia posłów i miłośników z zagranicy wąskotorówki nie uratowano
Potwierdzenie
Proszę zaznaczyć powyższe pole