Skocz do zawartości
LM.plWiadomości"Święte" gitary księdza dyrektora. W dobrze ro(c)kującej szkole

"Święte" gitary księdza dyrektora. W dobrze ro(c)kującej szkole

Dodano:
"Święte" gitary księdza dyrektora. W dobrze ro(c)kującej szkole
wywiad

Ksiądz Łukasz Pawłowski jest dyrektorem Szkoły Podstawowej Towarzystwa Salezjańskiego w Koninie od września. Już zdążył zaskoczyć muzycznymi talentami. Między lekcjami gra na perkusji w szkolnej auli, a w gabinecie, obok zdjęć swoich świętych patronów, najwięcej miejsca zajmują „święte” gitary.

- Skąd „przyniosło” księdza do Konina?

- Przed Koninem pracowałem w Salezjańskim Ośrodku Wychowawczym w Trzcińcu, do którego trafiają wychowankowie, którzy weszli w konflikt z prawem. Spędziłem tam trzy lata. Mieliśmy około dziewięćdziesięciu wychowanków, którzy potrzebowali naszej pomocy. Jako salezjanie staramy się krzewić w wychowaniu system prewencyjny księdza Bosko, który można określić hasłem: „lepiej zapobiegać, niż leczyć”. Jeszcze wcześniej przebywałem w Rumi, gdzie byłem spowiednikiem, katechetą, kierownikiem oratorium, pomagałem bezdomnym, jeździłem do więzienia na gdańskiej Przeróbce.

- Salezjanie są ukierunkowani na oświatę i młodzież?

- Kiedy ksiądz Bosko zakładał nasze Zgromadzenie Salezjańskie, to za cel stawiał sobie wychowanie. Jesteśmy tak formowani, aby pomagać szczególnie ludziom młodym. Staram się być po prostu dobrym człowiekiem. Chcę służyć. Pracowałem z bezdomnymi, więźniami, chłopakami w ośrodku wychowawczym, ale też miałem okazję spotkać się i rozmawiać z kardynałami, czy papieżem Benedyktem XVI. Ponieważ człowiek jest najważniejszy: młody, starszy, biedny, bogaty, łysy, z włosami. Po prostu każdy, bez względu na wszystko.

- Jak ksiądz trafił do konińskiej placówki?

- Mam przełożonego, który o tym decyduje. W pewnym momencie chciał mnie wysłać do Włoskiej Misji Katolickiej w Niemczech. Ponieważ byłem na studiach w Rzymie to znam włoski, a niemieckiego miałem się nauczyć. Wszystko było super, ludzie w Mainz byli wspaniali, ponieważ byłem na kursie językowym i miałem okazję już trochę w tej wspólnocie pomieszkać. Ale rozeznałem, że jak na 37-latka, to chciałbym podziałać trochę inaczej, a tam nie miałbym aż tylu obowiązków. Jeszcze w Rzymie, oprócz tego, że były studia, miałem kilka apostolatów: chodziłem do więzienia Rebibbia, gdzie odwiedzałem więźniów, w dwóch parafiach katechizowałem i uczyłem grać na gitarze w jednej parafii. W mojej szkole w Policach byłem raczej takim prymuskiem. Mój kolega ksiądz Grzegorz, który też jest salezjaninem, nadal pracuje w ośrodku w Trzcińcu, a razem chodziliśmy do jednej klasy, wciąż mi wypomina, że nie dawałem spisywać zadań domowych, więc chyba nie byłem zbyt dobrym kolegą. Wydaje mi się, że nie jestem jednak typem "gryzipiórka". Wolę być z ludźmi. Choć bywało, że i z książkami spędzałem dużo czasu, ale nocami, bo pisałem doktorat, dlatego od roku noszę okulary, bo chyba popsuł mi się trochę wzrok. W kwietniu ksiądz Inspektor zaproponował mi przejście do Konina. Przyjechałem i mi się spodobało. Od początku sierpnia zacząłem się wdrażać. Jako ksiądz chciałbym być tutaj potrzebny.

- I do tego dostojny tytuł dyrektora.

- Będę rozliczony przez Boga z miłości i dobroci, a nie z tytułów. Można ich mieć całą masę, jeżeli za tym nie idzie człowieczeństwo, normalność to "psu na budę", jakby powiedział ksiądz Jan Twardowski, te wszystkie tytuły. Wyniosłem proste wychowanie z domu. A tata mi powiedział:„Łukasz pamiętaj, że dyrektorem się bywa, a człowiekiem się jest. Żebym nie musiał się z mamą za ciebie wstydzić”.

- Przyjechał tutaj ksiądz z instrumentami? Sporo tego.

- Oprócz portretów świętych i patronów, przywiozłem instrumenty. Lubię muzykę. Pomogła mi w życiu. Żałuję, że nie poszedłem do szkoły muzycznej. Pierwszą gitarę dostałem na osiemnastkę. Wiele godzin dziennie poświęcałem na granie. Przybyłem z pięcioma gitarami plus wzmacniacz. Do szkoły kupiliśmy też perkusję (na którą wciąż szukam sponsora), więc mogę pobębnić, na pianinie trochę pogram, ale tylko podstawowe rzeczy. Mój patron ksiądz Bosko mówił, że jeżeli zajmiemy czas młodym ludziom to będą robić coś konstruktywnego zamiast grzeszyć. Skoro można zająć się muzykowaniem, to warto. Kiedy sam przechodzę jakieś trudne sytuacje, to za radą Igora Herbuta, wokalisty z zespołu LemON, biorę zeszyt i "przelewam" swoje uczucia na papier. W ostatnich miesiącach zapisałem już ze trzydzieści stron. Tak samo gitara. Kiedy jestem smutny czy zdenerwowany to gram. Wystarczy prosta melodia (i tutaj ksiądz zaczyna grać i nucić „Są dni, kiedy mówię dość…” i pyta, czy rozpoznaję ten kawałek).

- Skąd hasło „Szkoła ro(c)kująca"?

- Wkrótce, a konkretnie 17 października o 17.00, trochę pobębnię, pogram na gitarze, pośpiewam jakieś Stare Dobre Małżeństwo (choć nie umiem zbytnio). Ale przede wszystkich będzie parę mocniejszych riffów na gitarach rockowych, a i na pianinie może z jeden kawałek, bo więcej nie znam. Potem będzie można zapisać dzieci na warsztaty muzyczne w naszej szkole. Od znajomych muzyków, między innymi od Grzegorza Skawińskiego z Kombii, O.N.A, czy Piotra Łukaszewskiego (IRA, Ptaky, FUZZ) mam płyty, które pojawią się na loterii. I mam nadzieję, że za kilka miesięcy zaprosimy na kolejny koncert, ale w wykonaniu dzieci. Mamy już chór pod kierunkiem pani Iwony Lewandowskiej, która animuje muzycznie uczniów. Czyż to nie jest świetnie ro(c)kująca szkoła?

- Czuje się ksiądz na właściwym miejscu?

- Jestem w najlepszym, możliwym dla mnie w tym momencie, miejscu. Kiedy ksiądz Inspektor zapytał, jak się odnalazłem to odpowiedziałem, że kupiłem już kaloryfer, łańcuch, przywiązuję się i nie dam się stąd tak szybko zabrać. Staram się być dobrym człowiekiem. Chcę się dzielić, tym co mam. A jak będę stąd wyjeżdżał i ktoś powie, że coś do jego życia wniosłem, to będę zadowolony. Amen.

Dziękuję za rozmowę.

Anna Pilarska 

Potwierdzenie
Proszę zaznaczyć powyższe pole